Drogowskaz 5

Kościół - Ciało Chrystusa ożywiane i budowane jako Świątynia Boga - jest zbawczym środowiskiem życia chrześcijanina, w którym Pan nadal pełni swą misję kapłańską, prorocką i królewską, a jednocześnie jako Oblubienica Chrystusa jest pielęgnowany przez Oblubieńca z miłością ofiarną, która staje się wzorem miłości i relacji w rodzinie katolickiej. Dlatego chcę wrastać coraz głębiej w tę braterską wspólnotę ludu Bożego; przez modlitwę, służbę i dzieła miłości pragnę przyczyniać się do budowania Kościoła (również Kościoła domowego) rozeznając swoje powołanie i charyzmaty.

Kościół tu jest określony jako Ciało Chrystusa, a więc jest organizmem. W Kościele jest ścisłe połączenie organiczne poszczególnych części tego Ciała, którymi jesteśmy. Kościół jako Ciało Chrystusa ożywiane i budowane jako Świątynia Boga. Jest ożywiane, czyli wskazujemy tutaj na aspekt dynamiczny Kościoła. Kościół, to nie jest coś statycznego, ale Kościół nieustannie jest ożywiany. Nawet mówi się, że jest nieustannie reformowany (Ecclesia semper reformanda). Wspólnota Kościoła nie jest czymś statycznym i skończonym, ale nieustannie jest budowana na świętą Panu Świątynię. Tu jest odniesienie do wielu tekstów NT (zob. np. 1 P 2; Ef 2; 1 Kor 3), tekstów kościelnych, które pokazują jak Kościół staje się taką szczególną budowlą, tworzoną przez Boga. Bóg buduje z nas, żywych kamieni, żywą budowlę. Te poszczególne cegiełki, którymi jesteśmy mają się do siebie zbliżać, zjednoczyć. To zjednoczenie następuje przez chrzest i Eucharystię. My wszyscy z jednego Chleba pożywamy i dlatego stajemy się jednym ciałem (por. 1 Kor 10). Właśnie to jest ten wymiar Eucharystii, który buduje Kościół. Więc Kościół jako wspólnota, budowany jako Świątynia jest określony w Drogowskazach jako zbawcze środowisko życia chrześcijanina. Jeżeli szukamy środowiska właściwego, w którym możemy się rozwijać, to dla chrześcijanina takim właściwym środowiskiem jest Kościół. Jeżeli szukamy właściwego środowiska dla ryby, to jest nim woda, która też musi być odpowiednia. Dla ryby słodkowodnej – woda słodka, dla ryby morskiej - musi być to woda słona. Stwierdzając, że Kościół jest zbawczym środowiskiem życia chrześcijanina, stwierdzamy, że w Kościele są odpowiednie warunki i środki do życia. Gdzie indziej, poza Kościołem nie znajdziemy ich. Chrześcijanin żyje łaską. Ta łaska jest udzielana i szafowana w Kościele. Gdzie indziej nie znajdzie się jej. W teatrze, czy na dyskotece nie odnajdzie się łaski. Kościół jest zbawczym środowiskiem, w którym Bóg zbawia, gdzie udziela łask zbawczych i w którym Pan nadal pełni swą misję kapłańską, prorocką i królewską. Kościół nie tylko jest środowiskiem dla naszego życia, ale jest również miejscem i narzędziem zbawienia w ten sposób, że w Kościele i przez ludzi Kościoła sam Chrystus dalej pełni swą misję. Chrystus Zmartwychwstały dalej działa. Stąd te wszystkie teksty Soboru Watykańskiego II o liturgii, które mówią, że gdy kapłan głosi Ewangelię – to Chrystus głosi; gdy kapłan sprawuje sakramenty – to Chrystus je sprawuje.

Misja kapłańska, prorocka i królewska to jest streszczenie jakby całej działalności Pana Jezusa. Misja kapłańska polega na składaniu ofiary za ludzi żywych. Misja prorocka - na głoszeniu, przekazywaniu. Prorokować znaczy głosić w imię Boga. Misja królewska związana jest z zarządzaniem, z autorytetem władzy, który to autorytet realizowany jest na drodze służby w miłości. Chrystus, który jest Głową Kościoła, mówi o sobie, że „Ja nie przyszedłem po to, aby Mi służono, ale żeby służyć”. A więc Chrystus odcina się od koncepcji władz ziemskich, których władza kojarzy się z dominacją, z uciskaniem. Pan Jezus mówi: „nie tak będzie u was, ale największy niech będzie sługą wszystkich” (por. Mk 10). W ten sposób realizowana jest kapłańska, prorocka i królewska misja Chrystusa, a ta królewska - przez służbę.

Jednocześnie Kościół jako Oblubienica Chrystusa jest pielęgnowany przez Oblubieńca. Kościół nie tylko jest środowiskiem życia, nie tylko jest miejscem, gdzie Chrystus nadal sprawuje swoją misję, ale dowiadujemy się, że Kościół jest ukochaną przez Chrystusa Oblubienicą i to taką Oblubienicą, którą Chrystus chce nieustannie pielęgnować. Jeśli więc należymy do Kościoła, to należymy do wspólnoty, która nazywa się Oblubienicą Chrystusa i która będzie pielęgnowana. Przy czym podkreślamy wyraźnie, że nie tyle każdy chrześcijanin indywidualnie jest tylko pielęgnowany przez Boga, ale cały Kościół. Chrystus zabiega o cały Kościół. Stąd wskazujemy wyraźnie na ten aspekt wspólnoty, ponieważ nie będziemy zbawieni pojedynczo, lecz we wspólnocie.

Jeśli chcemy być przez Jezusa pielęgnowani, to nie inaczej, jak tylko w Kościele. W 5 rozdziale listu do Efezjan św. Paweł pokazuje jak Chrystus miłuje swój Kościół – Oblubienicę. On Głowa Ciała, ale On również Oblubieniec i swoją Oblubienicę pielęgnuje w ten sposób, że Ją oczyszcza, obmywa wodami chrztu, by stawić Ją nieskalaną na końcu świata przed sobą. Św. Paweł w tym tekście o Kościele nawiązuje do dwóch etapów zawierania małżeństwa u Żydów, kiedy to pierwszy etap polegał na czymś więcej niż nasze zaręczyny. Po nich oblubienica pozostaje jeszcze ok. roku z dala od domu oblubieńca. Pan młody zawiera kontrakt, umowę z rodzicami, daje obietnicę, że ją bierze za żonę, ale jeszcze rok pozostają rozdzieleni. Dopiero po roku oblubieniec uroczyście wprowadza oblubienicę do siebie. Ten obraz dwóch etapów zawierania małżeństwa jest odniesiony do sytuacji Kościoła, który na razie pozostaje jeszcze z dala od domu Oblubieńca, gdyż jeszcze pielgrzymuje na ziemi i dopiero na końcu świata zostaniemy jako Kościół przyjęci. Wtedy nastąpią Gody Baranka (Ap 19,7-9 i nawiązuje w Ap 21). Świat się kończy, cały Kościół staje przed Bogiem jako oblubienica Baranka. Jest przyobleczony w szczególne łaski, w chwałę Bożą i w swoje dobre uczynki - bisior lśniący, którym są dobre czyny wiernych. Kościół staje przed Oblubieńcem Chrystusem w niebie podwójnie przystrojony – przystrojony dobrymi uczynkami świętych i przystrojony chwałą Bożą. Zanim tam staniemy, obserwujemy, jak ten Kościół tu na ziemi, jako Oblubienica jest pielęgnowany przez Chrystusa z miłością ofiarną. Popatrzcie, mówi św. Paweł w Ef 5, jak Chrystus miłuje swoją Oblubienicę: On Zbawca Ciała oddaje się sam i Ją oczyszcza, obmywa. Do ślubu, panny się kąpie. W ten sposób jest pokazana troska Pana Jezusa o Kościół: Chrystus swoją Oblubienicę, w czasie naszego ziemskiego życia kąpie w wodach chrztu, w sakramentach. Sam Chrystus miłością ofiarną pielęgnuje cały Kościół w sakramentach. Na ołtarzu Chrystus mówi: to jest Moje Ciało za was wydane, to jest moja Krew za was wylana. Widzimy ofiarną miłość Chrystusa na krzyżu, z której wypływa źródło oczyszczające z doliny miłosierdzia.

W przykładzie troski Jezusa o Kościół mamy też wzór miłości i relacji w rodzinie katolickiej. Szkołą właściwej miłości w rodzinach i poza nimi, we Wspólnocie Mamre jest właśnie miłość Chrystusa kontemplowana i przyjmowana w liturgii. W rozważanym sformułowaniu w Drogowskazach znajdujemy powiązanie tajemnicy Kościoła z rodziną katolicką. Wspólnota Mamre w dużej części składa się z rodzin. Rodziny mają konkretny wzór życia w relacji oblubieńczej Chrystusa i Kościoła, z której to małżeństwo katolickie czerpie swój model, wzór miłości. Stąd zobowiązanie: „Dlatego chcę wrastać coraz głębiej w tę braterską wspólnotę ludu Bożego”. Jest powiedziane: „braterską”, czyli wszyscy nazywamy się braćmi - „braćmi jesteście”; jednocześnie jest to „wspólnota ludu Bożego” – takie określenie wskazuje, że wszyscy jesteśmy w ręku Boga. To nie jest wspólnota – sekta, która ma na czele jakiegoś guru i jest jakby jego własnością, ale jest ona ludem Bożym, który przynależy do Boga, który jest powoływany przez Boga, powoływany do zbawienia i pielgrzymuje jako takie zgromadzenie, jako lud Boży do domu Ojca. Więc „chcę wrastać w tę wspólnotę (tj. w Kościół) coraz głębiej”. Nie krytykuję Kościoła, ale staram się w tę wspólnotę wrastać. Dalej: „przez modlitwę, służbę i dzieła miłości pragnę przyczyniać się do budowania Kościoła”, a więc nie do krytykowania, niszczenia, ale do budowania. Budować Kościół mogę przez modlitwę, służbę i dzieła miłości. Modlitwa – będzie omówiona osobno; służba – w tym miejscu dotyczy głównie służby w Kościele; oraz dzieła miłości – które nie muszą być dokonywane tylko w Kościele, ale również na zewnątrz. Jednak w tym miejscu interesujemy się budowaniem Kościoła od wewnątrz.

Jeśli chodzi o służbę i sposoby realizacji miłości, to ich rozeznanie dokonuje się na podstawie „rozeznania powołania i charyzmatów”. Jest zapis, że pragniemy przyczyniać się do budowania Kościoła rozeznając swoje powołanie życiowe, czy powołanie w ogóle, na co dzień i rozeznając nadprzyrodzone dary, którymi są chryzmaty [1]. Mówiliśmy o charyzmatach, że są to szczególne dary do budowania Kościoła, do pełnienia posług w Kościele. One uzdalniają do pełnienia określonych funkcji i zadań. Jakie jest moje miejsce we wspólnocie Kościoła, jakie jest moje miejsce na liturgii? Rozeznanie takie jest zadaniem członków Wspólnoty „Mamre”, które trzeba podjąć koniecznie, żeby nie czuć się we wspólnocie niepotrzebnym, czy zepchniętym na drugi plan. Możemy postrzegać, że są osoby, które są blisko księdza, ołtarza, są wykorzystywane do różnych posług, a inni może chcieliby się zaangażować i nie wiedzą ja. Są gdzieś w tle i może im się wydawać, że nie mają swego miejsca, nie wiedzą w jaki sposób mogliby w tej wspólnocie, czy na zgromadzeniu liturgicznym realizować się. By tak nie było, trzeba osobiście podjąć w jedności z kapłanem, ze swoim kierownikiem duchowym rozeznawanie swojego powołania, miejsca w Kościele i swoich charyzmatów, by następnie odpowiednio do tego podejmować zadania i obowiązki we Wspólnocie. Nie należy czekać, aż ksiądz każdemu przydzieli z góry jakieś funkcje. Stąd zachęta, aby każdy rozeznawał swoje miejsce w świecie, w Kościele, we wspólnocie „Mamre”, czy też w swoich wspólnotach parafialnych.

Jak rozeznać? Najpierw bardzo indywidualnie, osobiście rozeznać swoje naturalne uzdolnienia, naturalne upodobania, rozeznać również w historii swojego życia to, do czego Pan Bóg może nas powoływać, jakiś kierunek, który Bóg przez różne sytuacje nam w życiu wyznacza. Powołanie rozeznajemy również dostrzegając, jakie są potrzeby w świecie, jakie są znaki czasu, tzn. sytuacja wokół nas wyznacza nam również kierunek naszych działań.

Przykład: Św. Brat Albert Chmielowski – artysta. Pewnego razu wstępuje do ogrzewalni krakowskiej dla bezdomnych, w której widzi biednych ludzi. Nie może przejść obojętnie. Duch Św. w tym pobożnym człowieku sprawił tak wielkie pragnienie i przynaglenie, że czuje się poruszony i zobowiązany zająć tym problemem. Nie wszedł tam sam, ale jego towarzysze nie widzieli tego, nie czuli się przynagleni jak on. Szukając swojego miejsca odkrywa swoje powołanie i postanawia zakładać przytułki, zajmować się ludźmi biednymi, bezdomnymi, którzy w trudnych warunkach, bez domu wegetują. Rozpoznaje On w Duchu Świętym „znak czasu”[2], potrzebę naglącą wynikającą z sytuacji w świecie, żeby zająć się tą dziedziną.

Aby rozpoznać swoje powołanie, nie wystarczy teoretycznie medytować, planować siedząc w fotelu: „ja chciałbym robić to, czy tamto”. Trzeba konkretnie rozglądać się w świecie w Duchu Świętym, trzeba pozwolić, aby Duch Święty nas uwrażliwiał na to, co ma być nam wskazane jako sprawa, którą trzeba się zająć. Nie bać się być otwartym w Duchu Świętym na świat i jego problemy.

Np. może ktoś, kto ma z natury, z wychowania poczucie estetyki, czy porządku i będzie chodzić za innymi w tej wspólnocie i ustawiać wszystko na swoje miejsce, porządkować. To też jest służba. Może to być jego powołanie w tej wspólnocie, w której, np. wielu jest bałaganiarzy.

Żeby rozpoznać swoje miejsce we wspólnocie musi być pragnienie służby. Wielu może chciałoby od razu „być na świeczniku”, rządzić i dyrygować. Nie wszyscy są powołani do władzy, nie wszyscy są powołani do dyrygowania. Jeśli będziesz chciał służyć, to na pewno rozpoznasz swoje powołanie życiowe i powołanie w konkretnej wspólnocie. Człowiek, który chce służyć znajdzie okazję do działania, bo w Duchu Świętym jest uwrażliwiany na potrzeby i rozpoznaje „znaki czasu”. To jest jedna z dróg.

Oprócz tego Pan Bóg może wskazywać powołanie uzdalniając poprzez obdarowywanie szczególnymi darami charyzmatycznymi. Wtedy rozpoznając te charyzmaty rozeznaję moją rolę w zgromadzeniu, również we wspólnocie i oczekuję potwierdzenia poddając się rozeznaniu we wspólnocie pod przewodnictwem kapłanów. Jeżeli mam dar - odkrywam go i chcę służyć. Posługa charyzmatyczna jest wielką służbą, która wiele kosztuje. Np. podczas gdy wielu siedzi wygodnie na krzesłach, osoby posługujące wiele godzin trudzą się nad rozeznaniem, oddając się posłudze.

Zatem nie przychodźmy do księdza z pytaniem: „A co ja mam robić tu?”, tylko: „proszę księdza, ja chcę robić to a to, bo tak rozpoznaję jako wskazanie od Pana Boga rozeznając na osobistej modlitwie... rozpoznaję i widzę taką potrzebę. Czy ksiądz to akceptuje i potwierdza? Mam do tego zdolności, predyspozycje”.

Jeżeli nie zajmiemy się służbą, to będziemy po pewnym czasie ze smutkiem patrzeć na tych, którzy się angażują. Może będziemy nawet zazdrościć i krytykować.
Żeby poznać, czy się do czegoś nadajesz, musisz zacząć coś robić.


 

[1] Charyzmat – dar Boga (Ducha Świętego) darmo dany (według wolnej woli Boga i miary wiary) dla pożytku danego człowieka, wspólnoty czy całego Kościoła, uzdalniający do pełnienia jakichś nadprzyrodzonych funkcji lub zadań. Sam z siebie nie uświęca (jak łaska uświęcająca), nie świadczy jednoznacznie o świętości człowieka, ale uzdalnia do pełnienia funkcji i zadań. Przez swój charakter nadprzyrodzony różni się od wrodzonych talentów (czy tzw. popularnie charyzmy). Wymaga pielęgnacji oraz rozpalania przez wiarę i posługę.

[2] Przez "znaki czasu" Ojcowie Soboru Watykańskiego II (KDK 4; DK 9; DE 4) rozumieją zjawiska, wydarzenia, procesy, wobec których chrześcijanin czy Kościół nie mogą przejść obojętnie, gdyż dzięki działaniu Ducha Świętego poznają, że z tych zjawisk (z nich samych lub po konfrontacji z Ewangelią) wypływa wezwanie do działania. Tym bardziej poszukujący swego powołania powinien uważnie obserwować świat wokół siebie i badając poruszenia wewnętrzne pytać się, czy Duch Boży nie przynagla go do podjęcia działań, aby zaradzić jakiejś sytuacji, obok której nie można przejść obojętnie. Wtedy Duch Święty niepokoi człowieka przypominając wciąż ów „znak czasu”, którym mogą być np. biedni (materialnie, duchowo, chorzy, narkomani, alkoholicy, sieroty), którym trzeba pomóc przez zaangażowanie się w ich sprawy nawet na dłuższy czas; prześladowani i poniewierani, pozbawieni praw; problemy społeczne, polityczne; otwierające się możliwości służenia ludziom swymi talentami i predyspozycjami, czy nawet charyzmatami itp.

(komentarz wygłoszony przez ks. dra Włodzimierza Cyrana na rekolekcjach Wspólnoty w Brennej w lutym 2000)

 

Strona Wspólnoty Przymierza Rodzin MAMRE używa plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza wyrażenie zgody. Aby dowiedzieć się więcej o plikach cookies oraz jak je usunąć zobacz Polityka prywatności.

Akceptuję pliki cookie z tej strony internetowej.

EU Cookie Directive Module Information